Znowu policja. Nie rozumiem ich, co jest złego w tym, że wezmę sobie coś do jedzenia. Stragan to stragan, a jeśli nikt go nie pilnuje to już nie moja wina. Wcześniej żyłam dobrze. Pewna rodzina przygarnęła mnie jako kotka. Codziennie mleko, świeża ryba, albo inne przysmaki. Całymi dniami ich nie było więc spokojnie mogłam chodzić po ich domu jako człowiek. Wszystko się zmieniło, kiedy urodziło im się to cholerne dziecko. Stwierdzili, że będę agresywna i mnie wywalili. I weź tu komuś zaufaj. W pobliżu nie miałam żadnego lasu, a nie mogłam się zmienić przy nich. Za duże ryzyko, że któryś mógłby zauważyć, a wtedy nie miałabym już tak dobrego życia. Ciągle miałam na ogonie policję. W końcu ujrzałam jakiś mały park, uradowana pobiegłam w jego stronę. Wskoczyłam na drzewo i na nim zmieniłam się w kota. Weszłam na jedną gałąź. Wielki budynek, wielki plac i wielki mur. Pierwsza moja myśl, była taka, że jest to więzienie, po czym przeczytałam srebrną tabliczkę "Renomowana szkoła wojskowa dla mężczyzn" Przed moimi oczami ukazali się dobrze zbudowani mężczyźni, bez koszulek biegający czy ćwiczący na siłowni. Czemu by nie wejść. Jednak skoro rzeczywiście jest "renomowana" to zapewne nie można mieć tam zwierząt, czyli jak tylko mnie zauważą to wyrzucą, ale kto nie ryzykuje ten nie zyskuje. Wskoczyłam na mur, po czym zeskoczyłam na cztery łapy. Zauważyłam trzech mężczyzn, podeszłam do nich, udając, że kuleje to był najlepszy sposób, żeby wzbudzić u kogoś litość
- Patrzcie kot - Odezwał się jeden. Miauknęłam, ponownie kulejąc - Pewnie skoczył i coś sobie zrobił - Dodał podchodząc do mnie
- Nie wolno mieć tutaj zwierząt - Zatrzymał go drugi
- Dobra przerzucę go przez mur, idźcie - Kiwnął do nich chłopak o ciemnobrązowych włosach. Był najwyższy z nich wszystkich. Kucnął i podał mi rękę, jednak ja nie miałam zamiaru się stąd wynosić. Złapałam lekko jego palec robiąc w jego stronę duże oczy. Zaczęłam też mruczeć
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz